Marta Skylar
Aviation News Editor
22.05.2026 15:27

Ryanair ogłosił 8 maja 2026 r., że w zimowym rozkładzie lotów na sezon 2026/27 zamknie swoją bazę w Salonikach, opartą na trzech samolotach, i tym samym znacząco ograniczy swoje moce przerobowe w Grecji. Decyzja ta jest różnie komentowana przez linię lotniczą i operatora greckiego lotniska: według Ryanair rosnące opłaty lotniskowe i brak obniżek cen sprawiły, że zimowa działalność stała się nierentowna, podczas gdy druga strona uważa tę argumentację za przesadzoną i częściowo będącą jedynie pretekstem. Dla polskich podróżnych najważniejszą wiadomością jest to, że sezon letni nie jest bezpośrednio zagrożony, ale w przypadku lotów do Grecji jesienią, zimą i wczesną wiosną należy przygotować się na węższy wybór, słabszą konkurencję cenową i większą konieczność planowania, szczególnie w odniesieniu do Salonik i Północnej Grecji.

Jest to wiadomość nie bez znaczenia z perspektywy Polski, ponieważ Saloniki są jednym z najważniejszych i najwygodniejszych punktów wjazdu do Północnej Grecji. Miasto i otaczający je region nie są jedynie samodzielnym celem wycieczek, ale stanowią bazę wypadową do Halkidiki, Pierii, Kavali czy nawet na objazdowe wycieczki lądowe. Osoby, które obecnie szukają lotów z Budapesztu do Salonik, wciąż mają szeroki wybór, a obecna oferta letnia nie zostanie nadpisana przez to ogłoszenie. Pytanie brzmi raczej, co stanie się, gdy główny sezon minie, popyt spadnie, a linie lotnicze będą wybierać spośród zimowych tras.

Co dokładnie ogłosił Ryanair?

Według komunikatu linii lotniczej, w okresie zimowym 2026 r. zredukuje ona łącznie 700 tysięcy miejsc w Grecji, co według jej własnych obliczeń oznacza spadek o 45 procent w porównaniu z poprzednią zimą. Kluczowym elementem jest zamknięcie bazy w Salonikach opartej na trzech maszynach. Ryanair twierdzi, że samo to spowoduje utratę około 500 tysięcy miejsc i likwidację dziesięciu tras z Salonik w porównaniu z zimą 2025/26. W komunikacie wymieniono m.in. połączenia z Berlinem, Chanią, Frankfurt-Hahn, Göteborgem, Heraklionem, Niederrhein, Poznaniem, Sztokholmem, Wenecją-Treviso i Zagrzebiem, a także ograniczenie mocy przerobowych z Aten.

Ważne jest jednak, aby precyzyjnie sformułować: lotnisko w Salonikach nie zostaje zamknięte i Grecja nie staje się nagle trudno dostępna. Chodzi o decyzję jednej linii lotniczej dotyczącą jej własnej zimowej bazy, która jednak może mieć dalekosiężne skutki, ponieważ model niskokosztowy jest szczególnie wrażliwy na poziom kosztów zimowych. Jeśli duży gracz low-cost wycofuje samoloty z bazy, jego wpływ jest zazwyczaj widoczny nie tylko na liście bezpośrednich tras, ale także w cenach, częstotliwości dni odlotów, konieczności przesiadek i w tym, jak agresywnie konkuruje reszta uczestników rynku.

Co kryje się za tym sporem?

Według Ryanair państwo greckie od listopada 2024 r. zmniejszyło opłatę Airport Development Fee o 75 procent, z 12 euro na 3 euro od pasażera, aby wspierać całoroczną łączność i turystykę. Linia lotnicza twierdzi, że operator regionalnych lotnisk, Fraport Greece, nie przekazał tej korzyści pasażerom i liniom lotniczym, a według komunikatu firmy poziom opłat w Salonikach jest już o 66 procent wyższy niż w okresie przed pandemią.

Sytuacja jest bardziej złożona, niż sugeruje pojedynczy komunikat prasowy. Decyzja o opłatach Fraport Greece z 30 stycznia rzeczywiście ustaliła, że od 1 kwietnia 2026 r. niektóre elementy opłat wzrosną, a według dokumentu opłata pasażerska stosowana na lotnisku w Salonikach zmieniła się z 15,5 euro na 15,7 euro w przypadkach, gdy można zastosować zwolnienie z ADF. Nie wyjaśnia to samo w sobie wszystkich napięć rynkowych, ale potwierdza, że kwestia opłat stała się rzeczywiście delikatnym punktem w greckim ruchu lotniczym zimą.

W greckiej prasie pojawiły się tymczasem informacje, że operator lotniska odrzuca oskarżenia Ryanair i uważa je za częściowo bezzasadne, a częściowo za komunikacyjną uzasadnienie decyzji biznesowej linii lotniczej. Dla polskiego czytelnika jest to ważne, ponieważ z tej historii nie należy wyciągać uproszczonego wniosku, że połączenia lotnicze z Północną Grecją zapadają się z winy jednego uczestnika. W rzeczywistości chodzi o to, że napięcie między sezonowym rynkiem turystycznym a polityką opłat lotniskowych ponownie się zaostrzyło.

Dlaczego akurat Saloniki są tak wrażliwym punktem?

Saloniki nie są celem, który utrzymuje się wyłącznie dzięki letniej turystyce plażowej. Miasto jest również biznesowym, kulturalnym i regionalnym węzłem komunikacyjnym, ale zimowy popyt jest znacznie bardziej kruchy niż letni. Dlatego wiele zależy od tego, jak niskie koszty może utrzymać tania linia lotnicza. Ryanair podkreślił również, że zeszłej zimy udział w oferowanej przez niego międzynarodowej mocy przerobowej był decydujący w Salonikach. Tę liczbę należy traktować ostrożnie, ponieważ mówimy o komunikacie korporacyjnym, ale w istocie nie zmienia to faktu, że linia ta wywierała dotychczas istotny wpływ na ceny na rynku.

Tymczasem najnowsze dane o ruchu z Fraport Greece pokazują, że lotnisko w Salonikach nie słabło w pierwszym kwartale 2026 r. W okresie od stycznia do marca liczba lotów międzynarodowych wzrosła o 8,3 procent, a całkowita liczba lotów o 6,1 procent w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Wskazuje to, że po stronie popytu rynek wciąż jest silny. Dlatego obecny konflikt jest szczególnie interesujący: nie mówimy o upadającym, nieciekawym kierunku, lecz o funkcjonującym, rozwijającym się lotnisku, gdzie spór toczy się wokół zimowej rentowności i poziomu opłat.

Co to może oznaczać dla polskich podróżnych?

Krótko mówiąc, lato 2026 nie musi być skreślone, ale przy planowaniu wyjazdów do Grecji na zimę 2026/27 będzie potrzebna większa ostrożność. Osoby planujące jesienne zwiedzanie miast, długie weekendy przed adwentem, zimowe wypady do Północnej Grecji lub wczesnowiosenne podróże powinny wcześniej śledzić rozkłady lotów i zmiany cen. Jeśli duży gracz ograniczy ofertę, ceny biletów niekoniecznie wzrosną natychmiast, ale najtańsze pule biletów mogą wyczerpać się szybciej, idealne dni odlotów mogą stać się rzadsze i wzrośnie prawdopodobieństwo, że pasażer będzie musiał iść na kompromis.

Jest to szczególnie istotne dla osób, że które będą kontynuować podróż z Salonik. Lotnisko w Salonikach nie jest dla wielu celem końcowym, lecz bramą do Halkidiki, północnego wybrzeża Grecji lub miast regionu. W takim przypadku liczy się nie tylko cena biletu lotniczego, ale także to, jak przewidywalny jest rozkład lotów, o której godzinie przylatuje samolot i jak można go dopasować do transportu lądowego. Osoby chcące wynająć samochód mają inne rozwiązania, ale wybór i czas mogą stać się bardziej wrażliwe; w tym mogą pomóc wcześniejsze przeglądy możliwości wynajmu samochodów lub opcji transferów lotniskowych.

Z perspektywy polskich podróżnych istnieje również druga, mniej spektakularna konsekwencja: jeśli konkurencja niskokosztowa osłabnie, cały łańcuch podróży do Północnej Grecji może podrożeć. Nie tylko bilet lotniczy, ale także zakwaterowanie w okolicy lotniska, późnowieczorne transfery, a nawet dodatkowe usługi rezerwowane z elastycznymi datami mogą zyskać na cenie. Jest to szczególnie prawdziwe, jeśli ktoś jedzie na krótką wycieczkę i nie ma możliwości przesunięcia wyjazdu o jeden dzień wcześniej lub później.

Czy warto już teraz zmieniać plany?

Nie ma powodów do paniki, ale warto planować bardziej świadomie niż zwykle. Obecne ogłoszenie dotyczy przede wszystkim zimowego okresu rozkładu lotów, a nie tego, że w najbliższych tych tygodniach masowo znikną letnie loty do Grecji. Osoby, które zarezerwowały już loty na lato 2026, powinny raczej śledzić aktualizacje rozkładu, niż natychmiast zmieniać plany. Osoby natomiast szukające lotów na jesień, zimę 2026 lub wczesną wiosnę 2027 powinny nie czekać zbyt długo, szczególnie jeśli zależą od lotów bezpośrednich lub krótkiego czasu podróży.

Alternatywy oczywiście pozostają. Inne linie lotnicze, inne greckie lotniska lub w określonych przypadkach trasy z przesiadkami mogą być nadal dostępne. Jednak główną kwestią nie jest to, czy w ogóle będzie można dostać się do Salonik, lecz to, jak tanio, prosto i wygodnie będzie ta podróż. Turystyka grecka jest silna, popyt jest się utrzymuje, jednak w sezonie zimowym każdy element kosztów ma znaczenie.

Jaka jest z tego główna lekcja?

Obecna sprawa dobrze pokazuje, że w turystyce nie liczy się tylko to, czy istnieje popyt na dany kierunek, ale także to, w jakim środowisku kosztowym linie lotnicze mogą zaspokoić ten popyt w słabszych miesiącach. Saloniki i Północna Grecja pozostają atrakcyjnymi celami na polskim rynku, co potwierdzają również niedawne wiadomości z greckiej turystyki, w tym obraz, według którego Grecja przygotowuje się do silnej letniej atrakcyjności w 2026 r.. Obecna wiadomość jednak ostrzega, że dobra destynacja sama w sobie nie jest gwarancją tanich i gęstych połączeń lotniczych zimą.

Jeśli spór między Ryanair i operatorem greckich lotnisk nie zostanie rozwiązany, w nadchodzących miesiącach więcej pasażerów może zetknąć się z tym, że wcześniej oczywista dostępność low-cost może nie oznaczać już tego samego, co rok lub dwa lata temu. Dla polskiego podróżnego najbardziej praktycznym wnioskiem jest to, że Saloniki pozostają dobrym wyborem, lecz w okresie zimowym 2026/27 znacznie mniej opłaca się zostawiać rezerwacji na ostatnią chwilę.