Tajlandia zaostrza zasady wjazdu bezwizowego: czas pobytu dla podróżnych z Polski może zostać skrócony do 30 dni
Tajlandia przygotowuje kolejną ważną zmianę w przepisach wjazdowych: według oficjalnego podsumowania opublikowanego przez tajlandzkie Ministerstwo Spraw Zagranicznych 20 maja 2026 r., obecny system wjazdu bezwizowego na 60 dni dla 93 krajów zostanie zniesiony, a w jego miejsce pojawi się węższy, nowy system. Na podstawie oficjalnych informacji Polska znajduje się wśród 54 krajów, których obywatele w przyszłości będą uprawnieni do wjazdu bezwizowego na 30 dni. Nie oznacza to, że Tajlandia zamyka się przed turystami, lecz raczej, że władze doprecyzowują system, który został znacząco rozszerzony w zeszłym roku, ponieważ ich zdaniem poprzednie zasady zbyt szeroko otwierały drzwi dla podróżnych, którzy nie korzystali z tej możliwości w sposób typowo turystyczny.
Decyzja ta jest szczególnie ważna dla polskich podróżnych, ponieważ Tajlandia pozostaje jednym z najpopularniejszych azjatyckich kierunków wakacyjnych i ucieczki przed zimą w regionie. Bangkok pozostaje jednym z najważniejszych punktów wjazdu, podczas gdy Phuket jest jedną z najbardziej znanych bram do wakacji nadmorskich i tras wyspiarskich. Osoby, które planują dłuższą podróż do Tajlandii na drugą połowę 2026 roku lub na kolejny główny sezon, nie mogą już polegać na prostej informacji, że „można wjechać bez wizy”: będą musieli wziąć pod uwagę, dokładnie na ile dni, od kiedy i za pomocą jakich alternatyw można legalnie przedłużyć pobyt lub wcześniej wystąpić o inny rodzaj zezwolenia.
Co dokładnie się zmieniło?
Według oficjalnego komunikatu opublikowanego na portalu konsularnym Ministerstwa Spraw Zagranicznych Tajlandii 20 maja 2026 r., rząd zatwierdził przekształcenie systemu wjazdu bezwizowego. Istotę tej zmiany można streścić w trzech punktach:
- zniesienie 60-dniowego pobytu bezwizowego dla 93 krajów;
- wprowadzenie nowej listy 54 krajów, których obywatele mogą przebywać bez wizy do 30 dni;
- utrzymanie 15-dniowego pobytu bezwizowego dla osobnej grupy trzech krajów.
Na podstawie listy załączonej do oficjalnego podsumowania Polska znajduje się w kategorii 30-dniowej. Jest to najważniejsza praktyczna wiadomość dla polskich podróżnych. W obecnym systemie polscy turyści mogli liczyć na dłuższy, 60-dniowy pobyt bezwizowy, zatem planowana nowa zasada oznacza wymierny wzrost rygoru.
Według doniesień w tajlandzkiej prasie szczegółowo opisujących oficjalną decyzję, zmiana nie wchodzi w życie natychmiast: kolejnym krokiem jest publikacja w Royal Gazette, a nowe zasady zaczną obowiązywać 15 dni po tym wydarzeniu. Jest to szczególnie ważny szczegół, ponieważ w obecnym okresie przejściowym wielu podróżnych może łatwo błędnie zinterpretować sytuację. Decyzja została podjęta, ale dokładna data rozpoczęcia zależy od publikacji.
Dlaczego Tajlandia zmodyfikowała system?
60-dniowy pobyt bezwizowy został wprowadzony przez Tajlandię pierwotnie w celu pobudzenia turystyki, gdy po pandemii i z powodu silnej konkurencji regionalnej kraje Azji Południowo-Wschodniej starały się ułatwić wjazd. Dłuższy czas pobytu wydawał się logicznym krokiem: kraj stał się bardziej atrakcyjny dla cyfrowych nomadów, turystów podróżujących w wolniejszym tempie, europejskich gości szukających egzotycznej zimowli oraz osób planujących wielostopniowe azjatyckie podróże dookoła świata.
Tajlandzki rząd uznał jednak teraz, że zbyt szeroko otwarty system ma swoje skutki uboczne. Kilka tajlandzkich mediów i międzynarodowych źródeł informacyjnych doniosło, że według władz coraz więcej osób wykorzystywało 60-dniową możliwość wjazdu bezwizowego nie do rzeczywistych celów turystycznych, lecz do dłuższego pobytu, nieformalnego zatrudnienia lub innych czynności, do których odpowiedni byłby inny rodzaj wizy. Za tym działaniem nie stoi zatem logika antyturystyczna, lecz chęć lepszej kontroli systemu wjazdowego.
Tło to jest o tyle ciekawe, że turystyka w Tajlandii nadal pozostaje kluczowym sektorem gospodarki. Według oficjalnych danych cytowanych przez Reuters, w okresie od 1 stycznia do 10 maja 2026 r. kraj przyjął 12,4 mln zagranicznych gości, co oznacza spadek o 3,43% w stosunku do roku ubiegłego. Zatem rząd stara się jednocześnie zachować atrakcyjność turystyczną kraju i ograniczyć te luki, które w jego ocenie zniekształcały system.
Co to oznacza w praktyce dla polskich podróżnych?
Najważniejsze pytanie jest proste: osoba podróżująca do Tajlandii jako turysta z polskim paszportem, na podstawie obecnych informacji, w przyszłości będzie mogła liczyć na 30-dniowy, a nie 60-dniowy pobyt bezwizowy. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się to drastyczną zmianą, ale ma duże znaczenie w zależności od tego, jak ktoś organizuje swoją podróż.
W przypadku klasycznych wakacji w Bangkoku, na Phuket lub połączonych wakacji nadmorskich trwających od 7 do 14 nocy, modyfikacja ta raczej nie sprawi problemów. Większość polskich turystów spędza w kraju krótszy czas, więc dla nich zmiana ma głównie znaczenie administracyjne. Inna sytuacja dotyczy jednak osób, które planują dłuższą zimowlę, wielotygodniową podróż dookoła kraju, połączenie pracy i podróży lub wielokrajowe trasy po Azji Południowo-Wschodniej z dłuższą bazą w Tajlandii.
Wcześniejszy limit 60 dni dawał im znaczną swobodę. Pozwalało to na komfortowe połączenie dłuższego pobytu w Bangkoku, etapu wyspiarskiego na południu, a następnie ewentualnego wypadu na północ w okolice Chiang Mai lub Chiang Rai. Przy limicie 30 dni planowanie będzie znacznie bardziej rygorystyczne. Nie będzie można polegać na tej samej swobodnej logice co do tej pory, szczególnie jeśli ktoś chciałby spontanicznie przedłużyć podróż po wjeździe.
Z praktycznego punktu widzenia oznacza to, że polscy podróżni muszą sprawdzić całą trasę już przed dokonaniem rezerwacji. Jeśli ktoś na przykład przyjeżdża do Bangkoku, spędza tam kilka dni, następnie udaje się na południe i później kieruje się w stronę Phuket lub Krabi, całkowity czas pobytu musi być liczony bardziej rygorystycznie. W tym planowaniu pomocna może być strona lotniska w Bangkoku, przegląd hoteli w okolicy lotniska Suvarnabhumi w Bangkoku oraz znajomość transferów lotniskowych w Bangkoku, jeśli logistyka pierwszych dni po przyjeździe musi być dokładnie zaplanowana.
To samo dotyczy Phuket, które dla wielu polskich podróżnych jest samodzielnym celem, a dla innych jedynie bramą do wakacji w południowej Tajlandii. Znajomość lotniska na Phuket oraz transferów lotniskowych na Phuket jest szczególnie przydatna, gdy ktoś chce zmieścić jak najwięcej miejsc w krótszym czasie pobytu i nie chce tracić godzin na lokalną organizację.
Co dzieje się z osobami, które już teraz liczą na 60 dni?
To jedno z najważniejszych pytań przejściowych. Według oficjalnej interpretacji przedstawionej w tajlandzkiej prasie, podróżni, którzy wjeżdżają do kraju jeszcze w ramach starych zasad, mogą wykorzystać czas przyznany im przy wjeździe. Innymi słowy, w przypadku osób wjeżdżających obecnie, nie chodzi o to, że przyznany czas pobytu zostanie automatycznie skrócony z dnia na dzień. Decyzja ta będzie decydująca dla przyszłych wjazdów, po tym jak akt prawny zostanie opublikowany i upłynie 15-dniowy okres przygotowawczy.
Dlatego szczególnie ważne jest, aby przy rezerwacjach na lato i jesień każdy nie polegał wyłącznie na ogólnych wpisach na blogach lub starszych komentarzach na forach. Tajlandia należy do krajów, w których praktyka wjazdowa bywa szybko modyfikowana, a turyści często polegają na nieaktualnych informacjach. Teraz jest to dokładnie to zagrożenie: w wielu miejscach wciąż widnieją opisy systemu 60-dniowego, podczas gdy oficjalna decyzja o zaostrzeniu zasad już zapadła.
Czy istnieje alternatywa dla osób, które chciałyby zostać dłużej niż 30 dni?
Tak, ale wymaga to bardziej świadomego przygotowania. W systemie tajlandzkim nadal istnieją rozwiązania wizowe i e-wizowe, które umożliwiają dłuższy pobyt niż zwykły wjazd bezwizowy. Nie jest to jednak ta sama sytuacja, co gdy ktoś po prostu kupuje bilet lotniczy i zostaje na dłużej bez żadnych formalności. W przyszłości podróże do Tajlandii trwające ponad 30 dni będą z większym prawdopodobieństwem wymagały wcześniejszej administracji.
Jest to szczególnie istotne dla polskich podróżnych, którzy planują pracę zdalną, dłuższy odpoczynek lub wielotygodniową wyprawę po wyspach. Dla nich najlepszą strategią jest teraz sprawdzenie, czy planowana podróż mieści się w 30 dniach, a jeśli nie, jakiego oficjalnego zezwolenia jest potrzebne. Zmiana ta w rzeczywistości nie ogranicza drastycznie możliwości podróżowania, lecz raczej wysyła sygnał, że Tajlandia ponownie oddziela klasyczną krótką podróż turystyczną od dłuższego, półoficjalnego pobytu.
Dlaczego ta wiadomość może być ważniejsza niż zwykła modyfikacja administracyjna?
Ponieważ w międzynarodowej turystyce warunki wjazdu często mają większe znaczenie niż sama cena biletu lotniczego. Popularność celu podróży nie zależy tylko od tego, jak piękny jest lub jak korzystny jest stosunek ceny do jakości, ale także od tego, jak przewidywalny jest system warunków wjazdu i pobytu. Tajlandia w ostatnich latach świadomie budowała wizerunek elastycznego i łatwo dostępnego azjatyckiego celu podróży. Teraz wycofuje część tej otwartości.
Z punktu widzenia polskiego rynku, jest to istotne, ponieważ Tajlandia typowo nie jest celem krótkich weekendowych wycieczek, ale dłuższą podróżą, na którą wielu przygotowuje się z miesiącami wyprzedzeniem, a loty, transport wewnętrzny, zakwaterowanie, ubezpieczenie i lokalne programy razem stanowią większość kosztów. W takim kontekście obniżenie limitu bezwizowego z 60 na 30 dni staje się realnym czynnikiem organizacyjnym.
Co warto zrobić teraz przed rezerwacją?
Najbezpieczniejszym podejściem jest obecnie to, by polski podróżny nie polegał automatycznie na starej zasadzie 60 dni, ale planował tak, by nowy system 30-dniowy mógł wejść w życie w krótkim czasie. Warto zwrócić szczególną uwagę na następujące kwestie:
- sprawdzenie, kiedy publikacja pojawi się w Royal Gazette;
- sprawdzenie, czy całkowity czas planowanej podróży mieści się w 30 dniach;
- jeśli nie, należy w odpowiednim czasie sprawdzić możliwości uzyskania odpowiedniej wizy lub e-wizy;
- nie należy polegać na starych podsumowaniach, ponieważ mogą one być oparte na 60-dniowy system;
- organizacja lotów, pierwszych nocy i transportu lotniskowego zyskuje na znaczeniu, jeśli w krótszym czasie pobytu trzeba podróżować efektywnie.
Podsumowując, Tajlandia nie chce teraz odstraszyć turystów, lecz zaostrza zasady. Dla polskich podróżnych najważniejsza wiadomość jest taka, że kraj ten nadal pozostaje łatwo dostępny i atrakcyjny, ale dłuższe podróże o swobodnym czasie pobytu nie mogą być już planowane z tą samą automatyczną pewnością co w czasach systemu 60-dniowego. Osoby przygotowujące się na lato, jesień lub kolejny sezon zimowy powinny od teraz traktować warunki wjazdu jako część rezerwacji, tak samo jak bilet lotniczy lub zakwaterowanie.